niedziela, 19 czerwca 2011

:)

Nie pisałam, bo nie mam żadnych nowych zdjęć i nie wiem, kiedy jakieś mieć będę. Ale stwierdziłam, że krótką notkę mogę napisać. A zmobilizował mnie do tego wczorajszy dzień, który mogę opisać jako bardzo udany :)

Wczoraj pojechaliśmy do rodziców Rainera. Jeo ojciec w środę skończył 75 lat! więc pojechaliśmy to uczcić do nich do domu. Przesympatyczni ludzie!! A jaki mają dom... ho ho! W każdym razie na uwagę zasługuje co? Tak! Jedzenie!

Pzrzyjechaliśmy i jedno jeszcze tylko dodam, że to był dzień języka niemieckiego. Pod koniec to już mnie tak głowa bolała, że szok. No poza tym to do domu się wybraliśmy dopiero po 11.. Nie wiem jak to jest, czy ja zwyczajnie nie jestem do czegoś takiego przyzwyczajona, czy to w Niemczech mają taki zwyczaj, czy to może tylko ta rodzina, ale jak np. Rana przyprowadza koleżankę do domu to nie na godzinę, ale na cały dzień. Rekordzistka siedziała połtora dnia ;p Jacyś inni goście też przed 11 się nie ruszają. Sama rodzinka Tillmanów chodzi bardzo późno spać. Późno dla mnie. Sarszych rozumiem, tylko ja się kładę spać o 10, ale Rana? Idzie do szkoły normalnie na 8 a chodzi spać nie wiem, o której. No ale nieważne.

Jeszcze jedno chciałam dodać: w pierwszym tygodniu mojego pobytu byłam zszokowana ich ilością snu. Pytałam się Rainera jak wyglądają u nich weekendy, czy jedzą śniadanie razem, albo nie wiem, czy robia coś szczególnego w soboty, itd. Odpowiedział mi, że nie, że w weekendy możemy się wreszcie wyspać i jemy śniadanie o 9. O DZIEWIĄTEJ! RANO! To ma być wyspanie się?! Nie mogę sobie w takim razie siedzieć do późna w piątek, nie wiem pooglądać jakiś film w nocy, nie. Bo muszę wstać na śniadanie na 9.. Wczoraj co prawda padł rekord, godzina 11, już myślałam, że sama będe jeść, ale nie, tak spontanicznie o 11 zjedlismy śniadanie.O fajnej rzeczy jeszcze do tej pory nie wspomniałam, bo trudno, żemy na obiad ktoś się darł na cały dom, żeby zejść do stołu. A żeby nie marnować rzeczy kupionych w zeszłym roku mamy unikalny "dzwonek" oznaczający czas obiadu. Więc kiedy siedzę sobie w pokoju, wiem, że obiad jest na stole kiedy słyszę głośny ryk... wuwuzeli xd Rano też czasami, ale rano budzę się sama. Tzn. Rainr kiedy przygotowuje śniadanie wlącza sobie muzykę BARDZO głośno. Do tej pory mnie to wkurzało, bo zawsze jak chciałam spać to ta muzyka mi przeszkadzała, bo wszystko u mnie słychać. Poza tym on włącza sobie te same płyty, te same koncerty, że ja już znam tekst niektórych piosenek. I to najczęściej leci w tv.

Wg w telewizji nie mają niczego ciekawego i tylko skaczą po kanałach i nic nie można obejrzeć. Od czasu do czasu sobie włączę jakieś wiadomości (xd) bo wszystko inne to ja nie wiem co to jest. I viva nawet nie odbiera. A jeszcze chciałam dodać, że tak, Rainer przygotowuje śniadanie, nie Guna. Guna ogólnie to nawet nie bardzo gotuje. Zazwyczaj to Rainer robi nam obiad. No, powiedzmy, że robi, bo i tak jemy wszystko gotowe. Wszystko. Gotowe. Zapakowane. Wszystko. Ale miałam pisać o czymś innym.

Po 3 byliśmy u tych dziadków. Na start TORT! Jaa, Ewa w siódmym niebie xd Trochę mnie zdziwił ten tort, więc go opiszę ;p Tort był na cieście francuskim, przekładany oczywiście kremem i normalnym biszkoptem. Przy czym do połowy krem był owocowy a druga połowa była czekoladowa :D Ale i tak był dobry ;p Zaraz po torcie na stół wskoczyło drugie ciasto. PYYYYSZNEEE!!!!! Kruche ciasto z poziomkami!!! I bitą śmietaną!!! Ależ bym sobie je zjadła jeszcze raz! No Po tym posiedzieliśmy sobie, pooglądalismy jakieś zdjęcia, ogólnie było bardzo przyjemnie. I teraz czas na obiad!

Jak sobie przypomnę te wczorajsze smaki... Mmmm! Po pierwsze i co myślę bardzo oczywiste to sałatka ziemniaczana. Ale to była najlepsza Kartoffelsalad jaką w życiu jadłam! Nie wiem, co w niej było, ale nie było w niej śmietany. Ale te ziemniaki... smakowały jak polskie!!! PYYYYCHHAAA!!!!!!!! No i oczywiście kiełbaska, ta była po bawarsku z jakąś słodką musztardą. A! Nie wiedziałam, co to jest na początku, ale jakież było moje zdziwienie, kiedy się okazało, że na talerzu leży SUROWE MIĘSO!!!! NIEMCY JEDZĄ SUROWE MIĘSO! Czy tylko dla mnie to jest dziwne? Guna tego nie jadła, ona też nie mogła uwierzyć, że można jeść surowe mięso. Normalne mielone mięso leżało sobie na talerzu i Niemcy je jedli jak zwykłą kanapkę. ŁEEEE! Ale spróbowałam, nie co dzień można zjeść coś takiego, nee? :D Dziwne było, wzięłam tylko trochę, ja się boję surowego mięsa... Smaku to to dużo nie miało i było całkiem dobre, ale mam mentalną blokadę, nie mogę jeść takich rzeczy.

To chyba wszystko, czym się chciałam podzielić, żadne inne niemieckie ekstrawagancję nie przychodzą mi do głowy :D Ale rzec by trzeba, że od wczoraj chodzę bardzo szczęśliwa :D Jak widać dobre jedzenie ma na mnie bardzo pozytywny wpływ!
No i dostała wczoraj kasę.. hahahah :D:D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz