czwartek, 21 lipca 2011

Amerykański weekend

Skasowała mi się połowa posta, więc pozwól, że początek opiszę enigmatycznie.
W piątek uwinęłam sie szybko z robota, bo chcialam się w spokoju spakować na weekend z niemieckimi przyajciółmi! Na pierwszy pociąg prawie się spóźniłam. Tzn. biegłam z myślą, że nie zdążę, ale okazało sie, że to tylko mój zegarek się spieszył. Będac wcześniej w niemieckim autobusie zdziwiłam sie nieco, że ubrany w uniform mężczyzna w pociągu nei sprawdził mi biletu na dzień dobry. Sam pociąg - piękny! Zupełne przeciwieństwo polskih pociągów (mam tu na myśli pociąg Tomaszów - Łódź xd). Dobrze, że wczesniej wiedziałam, że w Niemczech nie obowiązuje zakaz picia alkoholu w miejscach publicznych, więc to, co zobaczyłam w pociągu nie było dla mnie aż takim szokiem. Mianowicie była tam grupka kolesi, studentów jak mniemam, którzy sobie beztrosko popijali piwko. Nie jedno, czy dwa, mieli całą skrzynkę piwa! Tak zaczęła się moja przygoda z niemieckimi pociągami :D
Na karteczce miałam zapisane wszystkie połączenia, więc na drugi pociąg czekalam z niecierpliwością. Pech chciał, że z moim biletem nie powinnam używać szybkich pociągów. No coż, uświadomiła mnie o tym pani konduktor. Przygoowałam się już na płacenie jakiejs kary, czy czegoś, jednak ona oddała mi mój bilet i sobie poszła :P
Nie chce mi się drugi raz opisywać tego, co przeżyłam na dworcu w Dortmundzie, bo sama wolę juz o tym zapomnieć. Moje zamotanie sięgneło szczytu w tamtym momencie. Ludzie musieli na mnie dziwnie patrzec jak biegałam dosłownie po całym dworcu. W koncu zrezygnowana wsiadłam do jakiegoś pociągu, nie byłam nawet pewna, gdzie on dokładnie jedzie.
Za każdym razem, gdy dojeżdżaliśmy do jakiegoś dworca musiałam sie schylać, żeby patrzeć, gdzie jesteśmy, chociaż i tak mi nic to nie mówiło, a nie słyszałam komunikatów w głośnikach, bo było za głośno. Ale w tym momencie i tak było mi wszystko jedno. Byłam już tak zmęczona tym lataniem po pociągach i zestresowana, bo raz mam się spotkać z ludźmi, których nie widziałam od dwóch lat i nie wiedziałam, czy się zmienili, czy nie, a dwa to był mój pierwszy raz nie dość, że w niemieckim poiągu to jeszcze podróżując kawał drogi SAMA. Jednak kiedy ujrzałam napis "Duisburg HBF" już nawet nie martwiłam sie o to, czy poznam moich znajomych, chciałam po prostu wysiąść i miała wszystko gdzieś! Odetchnęłam z taką ulgą, gdy tylko wysiadłam z pociągu! Bądź co bądź stałam przez dobre pół godziny przynajmniej! Teraz pozostawało tylko odnaleźć moich kochanych Niemców!
Na tym samym peronie miałam spotać Johannesa (Jojo). Kiedy go ostatni raz widziałam miał piękne, długie, kręcone włosy. Przez ponad 2 lata na fb ma to samo zdj, więc nie mogłam go sobie wyobrażać inaczej. Co prawda widziałam dwa zdj, na których miał na głowie coś w podobie do dredów, ale to przecież niemożliwe... A jednak! Oprócz szopy na głowie, nic się w nim nie zmieniło :D Razem czekaliśmy na resztę, w kolejności: Verenę, Flo i Yannica.
Spotkanie z Yanniciem zaczęło się bardzo interesująco, gdyż chwilę przedtem prwie przejechał go autobus... Przynajmniej ja tak to zrozumiałam. Jego historia, przerywana co chwila, któtkim "nie?" (niem. nee) była oczywiście po niemiecku. I tak zaczął się nasz cudowny weekend!!
Yannic mieszka w Dinslaken, więc musieliśmy jeszcze dojechać tam autem. Mala miejscowość, ale śliczna! Z resztą, mieszkając w TAKIM domu okolica nie bardzo sie liczyła. Ogólnie dom nie był strasznie duży, ale mega, mega wypasiony, ale jednak czułam pewien respekt będąc w łazience, w duuuużym ogrodzie, czy widząc SAUNĘ w domu... Wieczór spędziliśmy we własnym gronie, bardzo sympatycznie. Zamówiliśmy pizzę (Ewsko patrzy w menu: Dobra, to co jest najtańsze?) i graliśmy w grę :D Poznaliśmy też bardzo niebieskookiego kolegę brata Yannica, który nie mogł ogarnać jakim dialektem ja mówię. Wszystko się wyjaśniło, kiedy się dowiedział, że jestem z Polski :d Na zakończenie obejrzeliśmy Życie Bryana przegryzając piankami :D

W sobotę musieliśy wcześnie wstać, tj. koło 9. To miał być Amerykański dzień :D Więc pojechaliśmy do Amerykańskiej restauracji. Oczywiście wybrałam to, co było w miarę najtańsze: naleśniki z sosem orzechowym (Erdnuss sos) - 4,40e i sok pomarańczowy - 2,60e. Yannic, Verena i Flo wzięli tosty francuskie, a Jojo bajgla. Potem zaczęła się nasza wycieczka. Pojechaliśmy do Dortmundu. W planach mieliśmy zwiedzenie stadionu (co mam nadzieję jeszcze mi sie uda), jednak CAŁY stadion był zajęty, gdyż akurat w ten weekend odbywał się, uwaga, zlot świadków Jehowy o.O Ogólnie tutaj w regionie wszyscy są fanami Borussi Dortmund (klub piłkarski), więc żółto czarne flagi z napisem BVB można znaleźć praktycznie wszędzie. My nie mogliśmy zwiedzić stadionu, ale odwiedziliśmy sklep z pamiątkami - wszystko w barwach Borussi. I mówiąc wszystko, mam na myśli wszystko :D Jako prezent dla Yannica kupiliśmy mu tam kaczuszkę do kąpieli :P

Kolejnym przystankiem było Mühlheim. Piękne miasto! Studenckie! Ale piękne! Ta atmosfera, ten klimat! Ja się zakochałam! Gdybym tylko mogła zaczęłabym tam studiować! Nie potrafię opisać, co takiego jest w tym mieście, ale mnie przyciągnęło już od pierwszej minuty! Aaa, mówiąc miasto studenckie mam na myśli całe mnóstwo rowerów, WSZĘDZIE! Nigdy nie myślałam, że rowery są tak popularne w Niemczech, zawsze w taki sposób widziałam Holandię, ale tutaj studenci jeżdżą rowerami. Niesamowite jest jak dużo rowerów widzi się na ulicach. Nie tylko to. Te rowery sobie po prostu tam stoją. Niektóre nawet leżą. Jako Polka musiałam się zacząć zastanawiać, jak to jest, że nikt ich nie kradnie.... Może uda mi się jeszcze zrobić zdjęcie, ale niektóre rowery są fajowe :D W chmurki, ciapki, kropki :D Super sprawa. W Mühlheim spacerowaliśmy sobie, poszliśmy na lody, znaleźliśmy mini plac zabaw z TRAMPOLINĄ! Oczywiście, że musiałam się pobawić! Pod koniec musieliśmy kupić coś do jedzenia na kolację, więc wybraliśmy się do Edeki. Na kolację była sałatka :D Chłopcy nie robili większego problemu ;) Tzn. Yannic pojechał na przyjęcie urodzinowe, a Jojo poddał się damskiej dominacji :D
To była noc filmowa, więc podczas, gdy Flo poprawiała Jojo dredy (teraz wygląda znacznie lepiej!) oglądaliśmy Burn after reading, Road to perdition i Fargo. Poszliśmy spać koło 4, przy czym ja, Flo i Verena musiałyśmy jeszcze coś przekąsić przed snem :D
W niedzielę znowu musieliśmy wcześnie wstać. Ja sałam jakieś 4 godziny tylko :P Gdzie prez cały czas sypiam mniej więcej 10 :D Ale nie mieliśmy dużo czasu. Pojechaliśmy do Kolonii. Odwiedziliśmy katedrę



Która jest popularna na całym świecie, jednak tłumacze na miejscu nie są idealni

Ah, funny story. Chcieliśmy wejść na szczyt wieży, więc musieliśmy kupić bilety (3e noralny, 1,5e ulgowy). Facet w okienku widząc moją legitymację próbował wymówić moje nazwisko ale, że mu nie szło, to mu pomogłam. Nie mówił po polsku, ale gdy już wydał mi bilet powiedział do mnie "Duża Kowara, mała Kowarka". Niech mi to ktoś wytłumaczy.

Droga na górę nie była taka łatwa. Nie wiem dokładnie ile schodów musieliśmy pokonać, ale moje nogi wysiadły już w połowie. Problem w tym, że tam nie było, gdzie się zatrzymać! Gdyby na górze sprzedawano wodę, mogłaby iść za 10 euro, a i tak ludzie by ją kupowali. Po drodze przy życiu podtrzymywały mnie jedynie napisy po polsku ;) zawsze miło coś takiego przeczytać w obcym kraju, nawet jeśli to wandalizm na ścianach, ale całe ściany były pomazane przez ludzi z całego świata, nie to, ze tylko Polacy niszczą :P Nie mogę powiedzieć, że widok z góry nie jest imponujacy. Na takiej wysokości wszystko wygląda dobrze, nawet jeśli widok ogranicza wszystko pokrywajaca siatka. Zależy, co kto lubi.



Spacerowaliśmy trochę po Kolonii mijając różnego rodzaju ludzi... Nie byłam pewna czy to Kolonia czy jakiś festiwal, ale nie tylko ja byłam zdziwiona wyglądem niektórych ludzi. Anime, metal, punk, wszystko pomieszane? Nie wiem jak nazwać ten styl, ale niektóre osoy były conajmniej dziwne. Na koniec mam zdj mostu pełnego małżeńskich kłódek. Kiedy para zawiera ślub przypina kłódkę ze swoimi imionami na tym moście. To już chyba europejska tradycja. Nie podróżowałam tyle, by powiedzieć, że można to zobaczyć we wszystkich krajach, ale na pewno w Polsce i Szweji tak ;)

piątek, 15 lipca 2011

Dawno mnie tu nie było, ale nic się nie dzialo, więc nie było o czym pisać. Teraz trochę się tego nagromadziło, więc zamieszczę kilka historyjek :)
Zacznę od 2. lipca, wcześniej naprawdę nic się nie działo.

2. lipca Bjorn grał koncert, więc po śniadaniu miałam trochę czasu dla siebie. Siedziałam sobie w pokoju nie zważając na nic. W pewnym momencie przyszła do mnie Rana ze słuchawką w ręku mówiąc, że to ktoś do mnie. Trochę się zdziwiłam, ale pomyślałam, że to pewnie Verena chce omówić szczególy naszego spotkania. Z resztą nikomu innemu nie dawałam nr, więc któż inny mógł to być?
Nie czekając na głos z drugiej strony zaczęłam swój radosny okrzyk: VERENA!! HOW ARE YOU!! Syszałam, że odpowiedziała coś po niemiecku, ale nie zważając na to zaczęłam do niej mówić. jednak w pewnym momencie skapnęłam się, że ona CAŁY CZAS mówi do mnie po niemiecku, co nie było do niej podobne. Zaczęłam więc słuchać, tego co ona mówi i okazało się, że to wcale nie była Verena!!
Była to operka mieszkająca niedaleko... Mówiła do mnie, a ja się zastanawiałam na jakiej stronie pisałam, że jestem operką i mieszkam w Altenie.. Nie miałam pojęcia.. A tym bardziej skąd ona ma mój nr telefonu i skąd ona mnie zna?! Okazało się, że Gula, bo tak ma na imię, znała sie z ich poprzednią operką i stąd miała ich nr. Spotkałyśmy się następnego dnia i od tego czasu jexdzimy sobie razem do innych miasteczek :)

Historia nr 2 :)
Pewna osoba (tak Honor to Ty xd) powiedziała mi o jednym sklepie, w którym mają fajne promocje. Poszukałam go na mapie i okazało się, że on jest również w Altenie. Do tej pory nie miałam czasu tam iść, ale dokładnie 5 lipca znalazłam go trochę :P Miałam wskazowki, jak tam dotrzeć zapisane w notesie. szłam sobie spokojnie chodniczkiem (dobrze, że tu wszędzie są chodniki!) ludzie sie na mnie tylko trochę dziwnie patrzyli ale co tam :P stałam sobie na światłach
mniejsza że ten guzik żeby się zielone właczyło się wg nie wciskał, nie wiem, może tam było napisane dotknij, ale nie zrozumiałam po niemiecku xd
no i w pewnym momencie przyjechał koleś na rowerze, stał z drugiej str ulicy, ale sobie zaraz przejechał na czerwonym
mi już głupio bo stoje jak ten debil, patrzę a on leży przede mną xd
no to ja od razu czy wszystko ok, on że tak, że spoko, ale że te światła nie działają, że wczoraj nie działały i w tym momenci się zapaliło zielone xd
no i idę dalej, widzę Lidl z lewej str, a na mapie Netto było blisko Lidla, tylko że między mną a Lidlem były tory i nie było jak przejść. Znaczy był jakiś most ale ja nie widziałam na niego wejścia :D
z prawej str natomiast były same domki, więc stwierdziłam, że to nie moze być tam.Przeszłam sie kawałek, ale zaraz wróciła
chciałam rzejść na drugą str torów i szukałam jakiegoś wejścia na ten most.
znalazłam jakiś chodnik na górę (bo to teren górzysty i oni mają dużo taki dróżek że sie musisz praktycznie wspinać)
no i idę sobie idę i angle znalazłam jakąś ścieżkę przez las
zastanawiałam się chwilę czy mam dalej iść tym chodnikiem czy może wejść na ścieżkę i wkońcu wybrałam ścieżkę
znalazłam wg taki śliczny strumyczek, chyba nawet źródło to było, mam zdj :D

idę sobie idę, a to wg nie była taka zwykła ścieżka, tam było w sumie całkiem niebezpiecznie
bo szłam po zboczy takim stromym sporo, w dole była rzeka, z prawej miałam górę :D
no ale idę, idę i szukam wzrokiem Netto po drugiej stronie rzeki
i tu zrobiłam błąd bo spojrzałam w dół, na rzekę, a było stromo a ja mam lęk wysokości!
lekka panika, ale zaraz się opanowałam
nie wiem ile szłam tą ścieżką, później się okazało, że to była nieźle dłua droga
miałam wg japonki więc wygodnie też nie było
3 razy musiałam sobie pomagać rękami bo inaczej bym spadła :D
byłam juz tak mega zmęczona ale nagle zobaczyłam jakąs kobietę i od razu poczułam sie lepiej, przyspieszyłam kroku - tam była cywilizacja!
chciałam tylko znaleźć most na drugą str rzeki i wrócić do domu juz miałam to Netto w dupie :D
ZNALAZŁAM! Byłam tak mega szczęśliwa, że sobie nie wyobrażasz
do domu miałam już prostą drogę, więc spoko, trafiłam
i wiesz, co się okazało? że Netto było właśnie tam z prawej str, gdzie te domki, tylko trochę dalej i go nie było widać.
A wg po drodze znalazłam budkę z papierosami. Samoobsługa xd widziałam jeszcze jedna taką w Luedenscheid, czyli to tutaj chyba normalne

Ale przynajmniej była ślicza pogoda, co pokazują już ostatnie zdj z tej pięknej wycieczki :D



Następnego dnia pojechałam do tego Netto autobusem. Dostałam kasę na bilet i wio! Myślałam, że to tylko niemieckie autobusu, ale najwyraźniej taki system obowiązuje w większości zachodnich krajów, a nawet w Polsce (podobno w Piotrkowie Tryb.). W każdym razie musiałam wejść drzwiami od kierowcy, żeby kupić bilet. Okazało się, że tutaj każdy wchodzi drzwiami od kierowcy i od raz pokazuje mu swój bilet. Wysiada się drugimi drzwiami. Bardzo porządnie moim zdaniem. A ja, że byłam z siebie taka dumna, że jadę sama niemieckim autobusem to przez cały dzień mi się śmiać chciało. Mam również kilka zdjęć :D

To jest Netto :P

Tak wygląda rozkład jazdy :P Po tygodniu się dowiedziałam, że to się na dodatek kręci a ja chodziłam wokół tego słupa jak głupia xd

To jest akurat jeden z gorszych przystanków, bo nic tam nie ma, ale przynajmniej widać te kosze, o których pisałam. Recykling przede wszystkim!

I ze specjalną dedykacją! Mam nadzieję, że widać tę magiczną cenę beczki piwa - 6,66 Euro :D


To już ostatnia historia. Mam jeszcze taki bonus, bo teraz są mistrzostwa świata w piłce nożnej kobiet i Niemcy jak zwykle świrują


A z Gulą w Luedenscheid znalazłam dwa polskie sklepy!



A teraz jadę na weekend do Dinslaken spotkać sie z Vereną i innymi! Tschuss!