Nie pisałam, bo nie mam żadnych nowych zdjęć i nie wiem, kiedy jakieś mieć będę. Ale stwierdziłam, że krótką notkę mogę napisać. A zmobilizował mnie do tego wczorajszy dzień, który mogę opisać jako bardzo udany :)
Wczoraj pojechaliśmy do rodziców Rainera. Jeo ojciec w środę skończył 75 lat! więc pojechaliśmy to uczcić do nich do domu. Przesympatyczni ludzie!! A jaki mają dom... ho ho! W każdym razie na uwagę zasługuje co? Tak! Jedzenie!
Pzrzyjechaliśmy i jedno jeszcze tylko dodam, że to był dzień języka niemieckiego. Pod koniec to już mnie tak głowa bolała, że szok. No poza tym to do domu się wybraliśmy dopiero po 11.. Nie wiem jak to jest, czy ja zwyczajnie nie jestem do czegoś takiego przyzwyczajona, czy to w Niemczech mają taki zwyczaj, czy to może tylko ta rodzina, ale jak np. Rana przyprowadza koleżankę do domu to nie na godzinę, ale na cały dzień. Rekordzistka siedziała połtora dnia ;p Jacyś inni goście też przed 11 się nie ruszają. Sama rodzinka Tillmanów chodzi bardzo późno spać. Późno dla mnie. Sarszych rozumiem, tylko ja się kładę spać o 10, ale Rana? Idzie do szkoły normalnie na 8 a chodzi spać nie wiem, o której. No ale nieważne.
Jeszcze jedno chciałam dodać: w pierwszym tygodniu mojego pobytu byłam zszokowana ich ilością snu. Pytałam się Rainera jak wyglądają u nich weekendy, czy jedzą śniadanie razem, albo nie wiem, czy robia coś szczególnego w soboty, itd. Odpowiedział mi, że nie, że w weekendy możemy się wreszcie wyspać i jemy śniadanie o 9. O DZIEWIĄTEJ! RANO! To ma być wyspanie się?! Nie mogę sobie w takim razie siedzieć do późna w piątek, nie wiem pooglądać jakiś film w nocy, nie. Bo muszę wstać na śniadanie na 9.. Wczoraj co prawda padł rekord, godzina 11, już myślałam, że sama będe jeść, ale nie, tak spontanicznie o 11 zjedlismy śniadanie.O fajnej rzeczy jeszcze do tej pory nie wspomniałam, bo trudno, żemy na obiad ktoś się darł na cały dom, żeby zejść do stołu. A żeby nie marnować rzeczy kupionych w zeszłym roku mamy unikalny "dzwonek" oznaczający czas obiadu. Więc kiedy siedzę sobie w pokoju, wiem, że obiad jest na stole kiedy słyszę głośny ryk... wuwuzeli xd Rano też czasami, ale rano budzę się sama. Tzn. Rainr kiedy przygotowuje śniadanie wlącza sobie muzykę BARDZO głośno. Do tej pory mnie to wkurzało, bo zawsze jak chciałam spać to ta muzyka mi przeszkadzała, bo wszystko u mnie słychać. Poza tym on włącza sobie te same płyty, te same koncerty, że ja już znam tekst niektórych piosenek. I to najczęściej leci w tv.
Wg w telewizji nie mają niczego ciekawego i tylko skaczą po kanałach i nic nie można obejrzeć. Od czasu do czasu sobie włączę jakieś wiadomości (xd) bo wszystko inne to ja nie wiem co to jest. I viva nawet nie odbiera. A jeszcze chciałam dodać, że tak, Rainer przygotowuje śniadanie, nie Guna. Guna ogólnie to nawet nie bardzo gotuje. Zazwyczaj to Rainer robi nam obiad. No, powiedzmy, że robi, bo i tak jemy wszystko gotowe. Wszystko. Gotowe. Zapakowane. Wszystko. Ale miałam pisać o czymś innym.
Po 3 byliśmy u tych dziadków. Na start TORT! Jaa, Ewa w siódmym niebie xd Trochę mnie zdziwił ten tort, więc go opiszę ;p Tort był na cieście francuskim, przekładany oczywiście kremem i normalnym biszkoptem. Przy czym do połowy krem był owocowy a druga połowa była czekoladowa :D Ale i tak był dobry ;p Zaraz po torcie na stół wskoczyło drugie ciasto. PYYYYSZNEEE!!!!! Kruche ciasto z poziomkami!!! I bitą śmietaną!!! Ależ bym sobie je zjadła jeszcze raz! No Po tym posiedzieliśmy sobie, pooglądalismy jakieś zdjęcia, ogólnie było bardzo przyjemnie. I teraz czas na obiad!
Jak sobie przypomnę te wczorajsze smaki... Mmmm! Po pierwsze i co myślę bardzo oczywiste to sałatka ziemniaczana. Ale to była najlepsza Kartoffelsalad jaką w życiu jadłam! Nie wiem, co w niej było, ale nie było w niej śmietany. Ale te ziemniaki... smakowały jak polskie!!! PYYYYCHHAAA!!!!!!!! No i oczywiście kiełbaska, ta była po bawarsku z jakąś słodką musztardą. A! Nie wiedziałam, co to jest na początku, ale jakież było moje zdziwienie, kiedy się okazało, że na talerzu leży SUROWE MIĘSO!!!! NIEMCY JEDZĄ SUROWE MIĘSO! Czy tylko dla mnie to jest dziwne? Guna tego nie jadła, ona też nie mogła uwierzyć, że można jeść surowe mięso. Normalne mielone mięso leżało sobie na talerzu i Niemcy je jedli jak zwykłą kanapkę. ŁEEEE! Ale spróbowałam, nie co dzień można zjeść coś takiego, nee? :D Dziwne było, wzięłam tylko trochę, ja się boję surowego mięsa... Smaku to to dużo nie miało i było całkiem dobre, ale mam mentalną blokadę, nie mogę jeść takich rzeczy.
To chyba wszystko, czym się chciałam podzielić, żadne inne niemieckie ekstrawagancję nie przychodzą mi do głowy :D Ale rzec by trzeba, że od wczoraj chodzę bardzo szczęśliwa :D Jak widać dobre jedzenie ma na mnie bardzo pozytywny wpływ!
No i dostała wczoraj kasę.. hahahah :D:D
niedziela, 19 czerwca 2011
niedziela, 5 czerwca 2011
Wilkommen in Altena! Witajcie w Altenie!
Na dziś przygotowałam sporą dawkę zdjęć miejsca, w którym mieszkam. Niestety albo aparat nie jest w stanie odzwierciedlić piękna tutejszego krajobrazu, albo to moje zdolności fotograficzne. W każdym razie nie udało mi się uchwycić magii gór i domków wybudowanych na zboczach. Ale mam nadzieję, że chociaż trochę można to poczuć. Przedwczoraj byliśmy w Kolonii. Większość wycieczki spędziliśmy w sklepie muzycznym, co mi się osobiście bardzo podobało. Nowowybudowany sklep miał dużo gości z innych krajów, szczególnie z Holandii. Wiem to oczywiście z tablic rejestracyjnych na licznych mercedesach itd...W tak ogromnym sklepie muzycznym nigdy w życiu nie byłam. 4 czy 5 pięter, wszystkie pełne instrumentów i pokojów dźwiękoszczelnych dla tych, którzy chcą coś wypróbować. Niesamowite miejsce. W Kolonii byliśmy w sumie nie tak długo. Weszliśmy jedynie do katedry. Mam kilka zdj, ale są raczej kiepskie, będę miała więcej czasu następnym razem kiedy tam będę, więc spokojnie, wszystko się tu znajdzie. Co do zwyczajów tu panujących i rodziny to z dnia na dzień coraz bardziej się przyzwyczajam, chociaż często wg nie wiem, co się dzieje, bo nic nie rozumiem. Wczoraj np. Bjorn grał koncert w jednej restauracji, a los chciał, że jeden z kelnerów był tak niesamowicie miły, że szok! Rozmawiał z każdym klientem, jakby się z wszystkimi znał od lat, wliczając mnie. Przy czym ja nie mam zielonego pojęcia, co on do mnie mówił :P Śmieszy mnie to, najchetniej chodziłabym z polską flagą na czole, żeby ludzie wiedzieli, że nie rozumiem wszystkiego, co się do mnie mówi :P
Ahh dzisiaj odkryłam kolejną niespodziankę! Skakałam sobie po kanałam w tv i nagle natrafilam na, uwaga.... POLSAT 2! A potem Polonię xd szkoda tylko, że nie było sygnału :(
Jeśli chodzi o inne moje przemyślenia to zapomniałam wspomnieć wcześniej o bziku Niemców na temat ekologii. My też teoretycnie segragujemy śmieci, ale u nas w domu są trzy kosze na śmieci: papier, plastik i resztki. Żeby tego było mało przed domem stoją trzy duże kosze, tak samo posegregowane. I bardzo dobrze, żeby wszyscy tak segregowali śmieci, o ile by było czyściej! Poza tym zauważyłam, że bardzo dużo domów ma system solarny i wykorzustuje energię świetlną. My akurat chyba nie, ale bardzo dużo ludzi z tego korzysta. W wielu miejscach też wiszą niemieckie flagi, albo przynajmniej słupy na flagę. Nie spodziewałam się tego po Niemcach, tak naprawdę. Zawsze uważałam Amerykanów za największych nacjonalistów i zdania nie zmieniam, ale nie wiedziałam, że Niemcy też są tak bardzo przywiązani do kraju. Chociaż w sumie... Na ulicy nawet studzienki kanalizacyjne mają na sobie godło miasta o.O
I chyba najciekawsze, co mnie tu spotkało. W Kolonii skorzystaliśmy z podziemnego parkingu i nic nie byłoby wtym dziwnego, gdyby nie to, że były tam miejsca parkingowe przeznaczone tylko dla kobiet! Nie wiem, może my też to mamy, ja jestem z małego Tomaszówka i nie znam się na świecie, ale ich finde das sehr komisch! Miejsca parkingowe dla kobiet, kto to wymyślił?!
Wracając teraz do ALteny, oto kilka zdjęć, co byście mogli mieć pewne wyobrażenie o tym, gdzie mieszkam
Mieszkamy na tej właśnie ulicy (te dwa zdj to ta sama ulica), na samym końcu, nasz dom jest ostatni. Niestety wg go nie widać, więc nie mam jego zdj :(
Mamy na tej ulicy również malutki plac zabaw i oczywiście regulamin. Nie widziałam tam jeszcze żadnych dzieci, ale stwierdziłam, że sama tam spędzę trochę czasu. A nie, czekaj, tu jest wstęp tylko do 14 lat :(
Co mi się tutaj bardzo podoba to to, że uliczki są bardzo wąskie i kręte. Pięknie to wygląda. Ale tylko wygląda, bo widziałam wiele podjazdów, które są praktycznie pionowe. I jeśli jedzie się samochodem to pół biedy, gorzej jeśli Ewsko wsiądzie na rower -.-
To zdjęcie miało przedstawiać jedynie jedną z ulic niedaleko domu, jednak w kadr weszło mi jeszcze to auto. Jak się później okazało, to nie był zwykły samochód. Kiedy mnie mijał zauważylam, że ma coś na dachu. To był napis "Fahrschule" - szkoła jazdy. Także widziałam niemiecką elkę! Miałam zrobić jej jeszcze jedno zdjęcie, ale już była za daleko :(
A to już całe miasteczko
Główną rzeką płynącą przez Altenę jest Lenne. Wzdłuż niej idzie długa droga i linia kolejowa. To właśnie tam wybrałam się na spacer. Co mnie zaciekawiło już pierwszego dnia to metalowe drzewa. Altena była miastem przodującym w wyrobie metalowych części (prętów, linek, nie wiem, czego jeszcze) i dlatego wzdłuż tej ulicy można spotkać takie oto drzewka. Na końcach gałęzi mają maje światełka i podobno świecą w nocy - ja jeszcze nie miałam okazji tego zobaczyć. Ale faktycznie, jak na takie małe miasto (18 tys.) w nocy jest tu bardzo jasno. Świeci się chyba wszystko, co możliwe.
Kiedy tylko zobaczyłam ten samochód, wiedziałam od razu, że muszę mieć jego zdjęcie. Powodem były nasze lekcje niemieckiego z Alles Klar 2a kiedy to mieliśmy wypadek na Autobahn i musieliśmy skorzystać z Notruftelefon po Pannenhilfe. Nie, ja nie mówię tak dobrze po niemiecku, po prostu to pamiętam z lekcji xd w książce było też napisane, że w Niemczech jest taka firma ADAC, która zajmuje się tego typu sprawami, więc musiałam to uwiecznić :P
Tutaj mamy taki combo breaker, kolejne zdj z miasta. Ale najważniejsze jest....
...TO! Nie mogłam się oprzeć i musiałam zrobić foto niemieckim służbom mundurowym - POLIZEI! Zaraz po zrobieniu tego zdjęcia zorientowałam się, że to był komisariat. Ale nikt mnie nie zatrzymał, nic się nie stało, to chyba nie było przestępstwo, ale tutaj to nigdy nic nie wiadomo :P
czwartek, 2 czerwca 2011
Moje niemieckie przygody
Nie wiem nawet jak to się dzieje, że dnie mi się tak straszliwie ciągną, a tu już 5 dzień jak jestem u Tillmannów. Aż musiałam sprawdzić w kalendarzu, bo nie mogłam w to uwierzyć. Jednak nie nudzę się, albo przynajmniej dochodzę do bardzo zaskakujących wniosków i to są moje atrakcje.
Moim zadaniem jest przygotowanie jakiegoś lunchu dla Bjorna i Rany. Tak więc rano musiałam przebadać lodówkę i sprawdzić, co mają do jedzenia. Jakież było moje zdziwienie, gdy się okazało, że nie mogę znaleźć żadnego mięsa! Gdzie te wszystkie popularne bratwursty?! No nic, stwierdziłam, że szukać nie powinnam w lodowce, ale w zamrażarce. I tu był problem. Gdzie jest zamrażarka... Wczoraj ją znalazłam! Już taka szczęśliwa otwieram ją, żeby znaleźć coś ciekawego do jedzenia i... niespodzianka numer dwa: zamrażarka była praktycznie pusta... "Praktycznie" bo jej zawartość ogranicza się do dwóch mrożonek z warzywami.
Ja naprawdę nie mam pojęcia jak oni żyją, ale dla mnie to nie było normalne. Ale może po prostu przyzwyczaiłam się do swojej lodówki, a wszyscy inni ludzie nie trzymają cały czas 50kg surowego mięcha. Oczywiście przesadzam, ale trudno.
Niespodzianka numer dwa. Miałam ochotę na mleko. W jakiejkolwiek postaci, naleśników na przykład. Otwieram lodówkę, szukam, szukam - mleka nie ma. Stwierdziłam, że to niemożliwe, KAŻDY ma w domu mleko! Musiałam obejść się smakiem i zaczęłam szukać czegoś innego w spiżarni. Dodam tylko, że ta ich spiżarnia to mała wnęka przy kuchni, no prawie jak zwykły pokój (oprócz wymiarów). Okazało się, że oni mleko (12 kartonów!) trzymają w spiżarni! W żadnej lodówce tylko tak po prostu sobie leży! Byłam tak zdziwiona, że musiałam sprawdzić, czy to na pewno mleko. Jednak tak... Na opakowaniu był napis, że przed otwarciem nie musi być przechowywane w lodówce, ale to jest MLEKO! Co oni tam muszą dodawać, jeśli ni musi być przetrzymywane w chłodnym miejscu?! Boję się tego mleka tak, jak bałam się amerykańskich ziemniaków...
Wiem, że mówię głównie o jedzeniu, ale to jest dla mnie najważniejsze. Już pominę fakt, że wszystko, co jest w lodówce jest zapakowane, WSZYSTKO! I nie wiem nawet, skąd się bierze to jedzenie, jeszcze nie widziałam, żeby ktoś jechał do sklepu, ale może zwyczajnie nie zwróciłam uwagi.
Co jeszcze? No w sumie niedużo, mam trochę zdjęć domu, zaraz je wrzucę. A i zaczęłam się rejestrować na studia, ciekawa jestem ile będziemy mieć z tym problemów...
Któregoś pięknego ranka szłam sobie na górę, żeby zjeść śniadanie i moim oczom ukazała się ta oto piękna salamandra! (Bo to chyba salamandra jest..) Spokojnie była na zaewnątrz, ale nie mogłam się powstrzymać i zrobiłam jej zdj :P

Mój pokój


Hah, Niemcy się przygotowali i kupili mi polskie krówki :D

Jeśli mi ktoś nie wierzył, kiedy mówiłam, że mieszkam w lesie, to proszę bardzo. Mój widok z okna

A to kuchnia, już po tym jak zrobiłam tam porządek, bo oni sobie chyba nic nie robią z bałaganu. Połowa ich rzeczy est w pudełkach porozwalanych po całym domu. Ja się w sumie nawet nie muszę pytać, gdzie położyć rzeczy, bo ich to raczej nie obchodzi..

I na zakończenie taki mały bonus. Zajączek! Stoi na półce nad biurkiem. Czy nie jest słoodkiiii?
Moim zadaniem jest przygotowanie jakiegoś lunchu dla Bjorna i Rany. Tak więc rano musiałam przebadać lodówkę i sprawdzić, co mają do jedzenia. Jakież było moje zdziwienie, gdy się okazało, że nie mogę znaleźć żadnego mięsa! Gdzie te wszystkie popularne bratwursty?! No nic, stwierdziłam, że szukać nie powinnam w lodowce, ale w zamrażarce. I tu był problem. Gdzie jest zamrażarka... Wczoraj ją znalazłam! Już taka szczęśliwa otwieram ją, żeby znaleźć coś ciekawego do jedzenia i... niespodzianka numer dwa: zamrażarka była praktycznie pusta... "Praktycznie" bo jej zawartość ogranicza się do dwóch mrożonek z warzywami.
Ja naprawdę nie mam pojęcia jak oni żyją, ale dla mnie to nie było normalne. Ale może po prostu przyzwyczaiłam się do swojej lodówki, a wszyscy inni ludzie nie trzymają cały czas 50kg surowego mięcha. Oczywiście przesadzam, ale trudno.
Niespodzianka numer dwa. Miałam ochotę na mleko. W jakiejkolwiek postaci, naleśników na przykład. Otwieram lodówkę, szukam, szukam - mleka nie ma. Stwierdziłam, że to niemożliwe, KAŻDY ma w domu mleko! Musiałam obejść się smakiem i zaczęłam szukać czegoś innego w spiżarni. Dodam tylko, że ta ich spiżarnia to mała wnęka przy kuchni, no prawie jak zwykły pokój (oprócz wymiarów). Okazało się, że oni mleko (12 kartonów!) trzymają w spiżarni! W żadnej lodówce tylko tak po prostu sobie leży! Byłam tak zdziwiona, że musiałam sprawdzić, czy to na pewno mleko. Jednak tak... Na opakowaniu był napis, że przed otwarciem nie musi być przechowywane w lodówce, ale to jest MLEKO! Co oni tam muszą dodawać, jeśli ni musi być przetrzymywane w chłodnym miejscu?! Boję się tego mleka tak, jak bałam się amerykańskich ziemniaków...
Wiem, że mówię głównie o jedzeniu, ale to jest dla mnie najważniejsze. Już pominę fakt, że wszystko, co jest w lodówce jest zapakowane, WSZYSTKO! I nie wiem nawet, skąd się bierze to jedzenie, jeszcze nie widziałam, żeby ktoś jechał do sklepu, ale może zwyczajnie nie zwróciłam uwagi.
Co jeszcze? No w sumie niedużo, mam trochę zdjęć domu, zaraz je wrzucę. A i zaczęłam się rejestrować na studia, ciekawa jestem ile będziemy mieć z tym problemów...
Któregoś pięknego ranka szłam sobie na górę, żeby zjeść śniadanie i moim oczom ukazała się ta oto piękna salamandra! (Bo to chyba salamandra jest..) Spokojnie była na zaewnątrz, ale nie mogłam się powstrzymać i zrobiłam jej zdj :P

Mój pokój


Hah, Niemcy się przygotowali i kupili mi polskie krówki :D

Jeśli mi ktoś nie wierzył, kiedy mówiłam, że mieszkam w lesie, to proszę bardzo. Mój widok z okna

A to kuchnia, już po tym jak zrobiłam tam porządek, bo oni sobie chyba nic nie robią z bałaganu. Połowa ich rzeczy est w pudełkach porozwalanych po całym domu. Ja się w sumie nawet nie muszę pytać, gdzie położyć rzeczy, bo ich to raczej nie obchodzi..

I na zakończenie taki mały bonus. Zajączek! Stoi na półce nad biurkiem. Czy nie jest słoodkiiii?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)